niedziela, września 17, 2006

Nightmare story

HISTORIA 1:
Było to jeszcze w LO (uczyłem się poza miejscem zamieszkania). W połowie semestru dowiedziałem się, że będzie mi potrzeba jeszcze jedna książka (droga, ok. 50zl), kiedy więc wróciłem do domu poszedłem do rodziców, powiedziałem, że potrzebna mi taka książka. Na pytanie Ojca, czego więc chcę, odpowiedziałem, że chcę, żeby mi te 50zł dali to ją jutro kupię. Ojciec odpowiedział, ze pieniędzy nie dostanę, bo kupię za nie narkotyki, że do księgarni pojedzie Matka i mam na kartce zapisać wszystkie potrzebne informacje. Następnego dnia faktycznie po książkę pojechała Matka, kupiła ją i zaniosła mi do szkoły. Kupiła nie tą część i musiałem ją i tak wymienić.

HISTORIA 2:
Byłem jeszcze na tyle mały, że własnego wieku dokładnie nie pamiętam. Tuż przed świętami BN moi bracia pokłócili się z Ojcem. Powodu kłótni nie znam (nie była pierwsza, ani ostatnia), ale Ojciec postanowił, że nie mają prawa usiąść z nami do kolacji wigilijnej. Ponieważ był dość uparty, żeby dotrzymać słowa, wigilia odbyła się w gronie trzech osób ( ja, Matka i Ojciec), a kiedy ten już zasnął poszliśmy z Matką na drugą kolację wigilijną do pokoju moich braci. Od tego czasu, co najmniej przez 5 kolejnych lat, Wigilia i Wielkanoc odbywały się rozdzielnie u braci i z Ojcem. Milej wspominam te u braci. Dwie wersje świąt pod jednym dachem.

HISTORIA 3:
Typowy jesienny wieczór. Matka w pracy (wracała późno, po godzinie 20) ojca nie było w domu (wyszedł – dość typowe jak na niego). Usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem trochę przestraszony, bo o tej porze nie zwykł nikt przychodzić. Przed drzwiami stał jakiś menel... na pytanie czego chce, usłyszałem, ze mój Ojciec się przewrócił i pomógł mu wrócić do domu. Pod drzwiami siedział, oparty o ścianę, mój Ojciec. Facet podszedł, a ja próbowałem wtaszczyć Ojca do środka. Był pijany prawie do nieprzytomności. Ledwo udało mi się go podnieść i doprowadzić do łóżka. Zacząłem zdejmować mu buty, ocknął się i zaczął cos kląć, wziął mnie za Matkę. Kiedy znowu zasnął, wyszedłem z pokoju. Kiedy Matka wróciła z pracy powiedziałem jej co i jak. Wiedziała już, że nie warto wchodzić do pokoju, wiedziała też, że następnego dnia rano czeka ją awantura, choć nie wiedziała za co.

HISTORIA BONUSOWA:
Kiedy byłem mały „gdzieś polazłem”. Po powrocie dostałem zdrową burę i karę – zakaz wyjścia jutro z domu. Po 2 dniach, jak znów mogłem się pobawić z dziećmi sąsiadów, wróciłem dość późno do domu, (choć bawiłem się na widoku – duży, pusty plac targowy naprzeciwko). Dostałem kolejny szlaban od ojca, tym razem na trzy dni. Potem był tydzień, bo się z dziećmi kłóciłem. Potem 2 tygodnie, bo nie z tymi dziećmi się bawię, co mi wolno. Po jakimś czasie w ogóle zrezygnowałem, z wychodzenia z domu. Nie wychodziłem nigdzie poza szkołą i sklepem (na życzenie, żebym coś kupił). Potem (z braku możliwości karania w inny sposób) był zakaz oglądania telewizji a potem kary cielesne (niezbyt przesadne i mało fantazyjne). Po pewnym czasie przestałem się do Ojca w ogóle odzywać. Od 3 klasy szkoły podstawowej nie wychodziłem z domu.