Te pięć centymetrów zmienia moje życie. Kolejne pięć centymetrów i znów bliżej celu. Więcej bólu, więcej wysiłku, zróbmy zapasy, energia się kończy, odczuwam Ciebie w środku. Boli mnie przy każdym dotknięciu. Boli choć przypadkiem. Boli gdy przepraszam. Boli, że przeszkadzam i wydziwiam.
Zabieram cenny komfort, ignoruje granice. Tak rozpaczliwie okazuje strach, że mam ochotę złapać i przytrzymać byś nie uciekł. Zawsze to czuje, czuje mocno w środku, mocno na zewnątrz.
Obco mi przy Tobie, a jednak tak blisko. Chce być bliżej, jeszcze kawałek, odrobinkę. Wchłonąć i pochłonąć. Co z tego, że po chwili całe ciało dygocze, zmysły wariują, ciepło i zimno mi naraz. Co mnie obchodzi, że boli jak cholera, że cierpię katusza przy każdym oddechu, gdy choć na moment mogę usłyszeć Twój oddech z bliska, niemal na sobie; że mogę poczuć bicie Twojego serca, niemal w moim środku; że wyciągam rękę w Twoja stronę i Ciebie to nie przeraża.
Igram z własnym losem. Chcę na zapas. Chce nadrobić wszystkie stracone lata. Wysłuchać o życiu ze szczegółami, jakich nigdy nie doświadczyłem. Zapadam się do środka. Też czuje, tylko inaczej, każda chwila jest moim skarbem. Boje się, że odepchniesz, przestraszysz się w końcu, a ja nie zdołam łomotania swojego serca uspokoić. Zasypiam na Twoim ramieniu, spokój na mojej twarzy to czyste pozory. Serce skacze przerażone, coś obcego, dziwnego i nieznanego dotychczas. Wnętrzności ktoś posplatał, próbują się uwolnić, dają znać o sobie. Ręce i ramiona drżą i uciekają w panice, zmuszam się by je opanować. Jeszcze tylko wymalować spokój i znieść grymas bólu z twarzy i już mogę udawać normalnego człowieka.
Pomyśl następnym razem ile emocji mnie kosztuje zwykły gest podania reki... stojąc o pięć centymetrów za blisko.
Zabieram cenny komfort, ignoruje granice. Tak rozpaczliwie okazuje strach, że mam ochotę złapać i przytrzymać byś nie uciekł. Zawsze to czuje, czuje mocno w środku, mocno na zewnątrz.
Obco mi przy Tobie, a jednak tak blisko. Chce być bliżej, jeszcze kawałek, odrobinkę. Wchłonąć i pochłonąć. Co z tego, że po chwili całe ciało dygocze, zmysły wariują, ciepło i zimno mi naraz. Co mnie obchodzi, że boli jak cholera, że cierpię katusza przy każdym oddechu, gdy choć na moment mogę usłyszeć Twój oddech z bliska, niemal na sobie; że mogę poczuć bicie Twojego serca, niemal w moim środku; że wyciągam rękę w Twoja stronę i Ciebie to nie przeraża.
Igram z własnym losem. Chcę na zapas. Chce nadrobić wszystkie stracone lata. Wysłuchać o życiu ze szczegółami, jakich nigdy nie doświadczyłem. Zapadam się do środka. Też czuje, tylko inaczej, każda chwila jest moim skarbem. Boje się, że odepchniesz, przestraszysz się w końcu, a ja nie zdołam łomotania swojego serca uspokoić. Zasypiam na Twoim ramieniu, spokój na mojej twarzy to czyste pozory. Serce skacze przerażone, coś obcego, dziwnego i nieznanego dotychczas. Wnętrzności ktoś posplatał, próbują się uwolnić, dają znać o sobie. Ręce i ramiona drżą i uciekają w panice, zmuszam się by je opanować. Jeszcze tylko wymalować spokój i znieść grymas bólu z twarzy i już mogę udawać normalnego człowieka.
Pomyśl następnym razem ile emocji mnie kosztuje zwykły gest podania reki... stojąc o pięć centymetrów za blisko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz