Wtulony w miękką kołdrę, nie moją. Głową dociśnięty do poduszki, też jego. Plecami oparty o ścianę, zimną. W uszach dźwięczy chilloutowa muzyka i rozmowa zza ściany. Umysł rozpływa się w pomieszczeniu, niewielkie rozmiary doskonale mieszcza moje zmysły. Świadomość juz dawno ulotniła się z dumą. Pozostawiła ciało na pastwę zmęczenia i tęsknoty. Teraz głowe zaprzata tylko ta rozmowa... za ścianą toczy się życie, a ja TU leżę martwy.
Tam spokojna toń jego głosu przeplata się z jej wysokim tonem. To nie kłótnia lecz spokój w głosach. Muzyczna skakanka, składanka i pieść dla niesłyszących, nieobecnych. Mógłbym się podnieść, zwlec z łóżka, pójść tam, uczestniczyć, posłuchać słów i wybadać znaczenie. Nie czułem potrzeby. Martwota ogarniała moje członki, z każdą sekundą było we mnie coraz mniej życia, coraz więcej myśli, których nie mogłem wykrzyczeć.
Poczułem, że tam/TU jest moje miejsce. Należę do tej jednej chwili i w tym uczestniczyć jest mi skarbem. Oni mówią, pasja i spokój. Ich głosy i myśli są mi obce, tylko w odbiciu, nie skupiam się na znaczeniu, na dźwięku, na istocie. Tu jestem, Tu ginę. Moje miejsce... twardy materac, zatęchły pokoik, rozmowa w kuchni. Im bardziej mnie tam nie ma, tym więcej ich tam jest. Choć na chwilę mogą być tylko sobą, dla siebie i po prostu.
Poczułem wielkie szczęście, ogromny spokój. Wrócą do mnie. Są za ścianą, nie zapomną, wiedzą, że istnieje, na ten moment będę czekał, choć bez życia rzucony na kamień... 5 (Piątki) bywają dziwne, a trójkąty rogami kaleczą...
Tam spokojna toń jego głosu przeplata się z jej wysokim tonem. To nie kłótnia lecz spokój w głosach. Muzyczna skakanka, składanka i pieść dla niesłyszących, nieobecnych. Mógłbym się podnieść, zwlec z łóżka, pójść tam, uczestniczyć, posłuchać słów i wybadać znaczenie. Nie czułem potrzeby. Martwota ogarniała moje członki, z każdą sekundą było we mnie coraz mniej życia, coraz więcej myśli, których nie mogłem wykrzyczeć.
Poczułem, że tam/TU jest moje miejsce. Należę do tej jednej chwili i w tym uczestniczyć jest mi skarbem. Oni mówią, pasja i spokój. Ich głosy i myśli są mi obce, tylko w odbiciu, nie skupiam się na znaczeniu, na dźwięku, na istocie. Tu jestem, Tu ginę. Moje miejsce... twardy materac, zatęchły pokoik, rozmowa w kuchni. Im bardziej mnie tam nie ma, tym więcej ich tam jest. Choć na chwilę mogą być tylko sobą, dla siebie i po prostu.
Poczułem wielkie szczęście, ogromny spokój. Wrócą do mnie. Są za ścianą, nie zapomną, wiedzą, że istnieje, na ten moment będę czekał, choć bez życia rzucony na kamień... 5 (Piątki) bywają dziwne, a trójkąty rogami kaleczą...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz