poniedziałek, marca 30, 2009

Czekając na wyrok...

Zataczam coraz większe kręgi. Uciekam od wnętrza, centrum, środka. Niebawem narodzi się we mnie nowo poczęte dziecko. Nieznajome dla świata i samotne. Zgubione przez rodziców, bo droga życia też dała im w kość. Ostatnimi siłami wzywam o pomoc, nikt nie widzi, nikt nie patrzy, nie obecni. Następuje ostatnia faza, koniec wolnego wyboru. Pozostaje się tylko zanurzyć i czekać na konieczne. Świat zwolni na moment, jak zwykle przy śmierci duszy. Przechodzień zatrzyma się, podejdzie, nie zapyta, bo to nigdy nie jego sprawa. Matka zwątpi w swoja wartość, już dawno zgubiła człowieczeństwo i stała się maszyną. Ojciec, najlepszy bo martwy. Dobry Bóg zatracony w swojej jedni, pogodzony ze światem, nie potrzebuje zaburzeń.

Narysowani przyjaciele, przerysowane duszyczki, radośni pocieszyciele i zbolali poklepywacze. Ich wszystkich piekło pochłonie gdy się znowu obudzi. To co daje mi siłę na co dzień, to cyrograf ze złym losem. Mogę mieć co zechcę, mogę robić co mi się podoba, myśleć mogę i pluć na wszystkich. Wmawiać im los, usypiać ich czujność i dławic własnymi marzeniami. Nawet życie im wmawiać i poruszać jak marionetkami, tylko jedno ALE...

Na końcu tej drogi muszę pozostać sam, nieskażony uczuciem, niezraniony miłością. Sam na końcu tej drogi. Po co jechać do celu, skoro wszyscy odnajdą swoje szczęścia a Tobie świat przewidział zobaczyć metę, tylko z kim tam się będziesz z tego cieszył?

poniedziałek, marca 23, 2009

Jest inne/dziwne/obce...

Te pięć centymetrów zmienia moje życie. Kolejne pięć centymetrów i znów bliżej celu. Więcej bólu, więcej wysiłku, zróbmy zapasy, energia się kończy, odczuwam Ciebie w środku. Boli mnie przy każdym dotknięciu. Boli choć przypadkiem. Boli gdy przepraszam. Boli, że przeszkadzam i wydziwiam.

Zabieram cenny komfort, ignoruje granice. Tak rozpaczliwie okazuje strach, że mam ochotę złapać i przytrzymać byś nie uciekł. Zawsze to czuje, czuje mocno w środku, mocno na zewnątrz.

Obco mi przy Tobie, a jednak tak blisko. Chce być bliżej, jeszcze kawałek, odrobinkę. Wchłonąć i pochłonąć. Co z tego, że po chwili całe ciało dygocze, zmysły wariują, ciepło i zimno mi naraz. Co mnie obchodzi, że boli jak cholera, że cierpię katusza przy każdym oddechu, gdy choć na moment mogę usłyszeć Twój oddech z bliska, niemal na sobie; że mogę poczuć bicie Twojego serca, niemal w moim środku; że wyciągam rękę w Twoja stronę i Ciebie to nie przeraża.

Igram z własnym losem. Chcę na zapas. Chce nadrobić wszystkie stracone lata. Wysłuchać o życiu ze szczegółami, jakich nigdy nie doświadczyłem. Zapadam się do środka. Też czuje, tylko inaczej, każda chwila jest moim skarbem. Boje się, że odepchniesz, przestraszysz się w końcu, a ja nie zdołam łomotania swojego serca uspokoić. Zasypiam na Twoim ramieniu, spokój na mojej twarzy to czyste pozory. Serce skacze przerażone, coś obcego, dziwnego i nieznanego dotychczas. Wnętrzności ktoś posplatał, próbują się uwolnić, dają znać o sobie. Ręce i ramiona drżą i uciekają w panice, zmuszam się by je opanować. Jeszcze tylko wymalować spokój i znieść grymas bólu z twarzy i już mogę udawać normalnego człowieka.

Pomyśl następnym razem ile emocji mnie kosztuje zwykły gest podania reki... stojąc o pięć centymetrów za blisko.

Tuż za ścianą...

Wtulony w miękką kołdrę, nie moją. Głową dociśnięty do poduszki, też jego. Plecami oparty o ścianę, zimną. W uszach dźwięczy chilloutowa muzyka i rozmowa zza ściany. Umysł rozpływa się w pomieszczeniu, niewielkie rozmiary doskonale mieszcza moje zmysły. Świadomość juz dawno ulotniła się z dumą. Pozostawiła ciało na pastwę zmęczenia i tęsknoty. Teraz głowe zaprzata tylko ta rozmowa... za ścianą toczy się życie, a ja TU leżę martwy.

Tam spokojna toń jego głosu przeplata się z jej wysokim tonem. To nie kłótnia lecz spokój w głosach. Muzyczna skakanka, składanka i pieść dla niesłyszących, nieobecnych. Mógłbym się podnieść, zwlec z łóżka, pójść tam, uczestniczyć, posłuchać słów i wybadać znaczenie. Nie czułem potrzeby. Martwota ogarniała moje członki, z każdą sekundą było we mnie coraz mniej życia, coraz więcej myśli, których nie mogłem wykrzyczeć.

Poczułem, że tam/TU jest moje miejsce. Należę do tej jednej chwili i w tym uczestniczyć jest mi skarbem. Oni mówią, pasja i spokój. Ich głosy i myśli są mi obce, tylko w odbiciu, nie skupiam się na znaczeniu, na dźwięku, na istocie. Tu jestem, Tu ginę. Moje miejsce... twardy materac, zatęchły pokoik, rozmowa w kuchni. Im bardziej mnie tam nie ma, tym więcej ich tam jest. Choć na chwilę mogą być tylko sobą, dla siebie i po prostu.

Poczułem wielkie szczęście, ogromny spokój. Wrócą do mnie. Są za ścianą, nie zapomną, wiedzą, że istnieje, na ten moment będę czekał, choć bez życia rzucony na kamień... 5 (Piątki) bywają dziwne, a trójkąty rogami kaleczą...

wtorek, marca 17, 2009

Brakuje mi Ciebie...

W tym mieście nie ma ludzi. W moim wnętrzu nikt nie mieszka. Rozglądam się na boki - tylko tłum. Tłum tratuje myśli, depcze wspomnienia, zaciera ślady istnienia prawdziwych osób. W zniecierpliwieniu, w pełnej gonitwie, bez cienia marzeń, bez celu, bez sensu... wszyscy gdzieś pędzą, idąc swoim tempem świat ocenia nas, dokleja etykietkę, pogania.

Bez Boga, bez wiary, nadziei, miłości. Bez serca, bez czułości i zrozumienia. Szary tłum codziennych masek. Wszyscy je nosimy, zakładamy co rano, niekiedy nie zdejmujemy nawet do snu. Jednak maska pęka, łamie się i kruszy, czasem wtedy uderza nas, że za nią już nie ma... nie ma nic, a powinna być prawdziwa twarz.

Dziewczyny bez osobowości, dzieci w ciałach mężczyzn, myśli bez rozsądku i uczucia bez zastanowienia. Uciekamy w świat snów i mitów, tam gdzie wszyscy dobrze żyją i nikomu nie przeszkadza samotność.

Z każdą kroplą deszczu stajemy się starci, bardziej samotni i mniej ludzcy. Podtrzymujemy się na duchu, prawimy komplementy dla naszego ego, idziemy dziarsko przez życie i mamy podniesioną głowę. Jednak coś nadal się psuje, coś zgrzyta, nie pasuje, kłuje i boli. Ogarnia nas panika, strach który zabija serce na moment.

Brakuje mi Ciebie, Twojego ramienia, obecności, możliwości wypłakania smutki i Twojego wybaczenia. Znikasz w otchłani moich myśli, choć pragnę być blisko, już nie mieszczę się w Twoim życiorysie. Pragnienia pragnieniem nie zwyciężysz...

piątek, marca 13, 2009

Durante vita

Jak pies na środku pokoju.
Nawet nie rozglądam się już na boki.
Nie szukam i nie czekam.
Boje się poruszyć, bo ten ból wróci.
Nie pamiętam już twarzy,
Nie pamiętam uśmiechu,
Pamiętam, że byłaś blisko.
Pachniałaś w całym pokoju,
Na oścież otwarte okno było moim oddechem.
Zabrałaś się i wyszłaś.
Wszystko wyszło po Tobie.
Z każdego z kątów...
Przeciskało się pod drzwiami.
Wypełzło jak robactwo, z podłogi i spod łóżka.
Spokojnie oddech opadł.
Serce na chwile zamarło.
Klucze zaszeleściły w drzwiach.
Pustka za nimi.
Żyłem przez tę chwilę, ten krótki moment.
Otworzyć oczy widząc Ciebie było mi marzeniem.
Ciągle nikt, ciągle nic, ciągle ja.
Czy mi się przyśniłaś tylko
Byłaś tu na prawdę
Gdzie uciekłaś
Do kogo,
Od czego?
Gdzie ja byłem, czemu widzę dopiero teraz...
...przez zamknięte oczy?

wtorek, marca 03, 2009

Muzyczne halucynacje...

[Post sponsorowany przez: VAST - Touched]

W myślach panuje ciepła wiosna, zapach gorącego mleka, płatki śniadaniowe i truskawki i Twój ciepły uśmiech...
Poranne słońce nie budzi mnie, myśli już od kilku godzin błąkają się szukając ujścia. Czekam cierpliwie aż przyjdziesz, przecież to już ta pora, już 10:00, gdzie jesteś, kto mi potowarzyszy... cicho, myśl ciszej, coś słyszę!
Powoli, jakby ze strachem, otwierasz zamek, wchodzisz do mieszkania i zostawiasz torbę tam gdzie zawsze... W lodówce tylko mleko, jak zwykle, zaczniemy się tym przejmować jak wstanę. Teraz siadasz na moim krześle (od Ciebie) i pijesz poranna kawę w swoim ulubionym (moim) kubku... [Trzymałem go tylko dla Ciebie, teraz go nie ma, oddałem, niech służy gdzie indziej]

Potem wstaję, ignoruje ten dzień, do łazienki i po buty, na śniadanie płatki z truskawkami, siedzisz i patrzysz, tak mi ciepło jak tu jesteś.

Teraz znowu wiosna nadciąga, kolejna bez Ciebie, z daleka, jak przez szkło mogę szukać tamtych chwil, tylko zdjęcia pozostały, mam ich trochę, parę... wspomnień.

Wtedy miałem tylko jedna obrączkę, teraz są dwie, z czego jedna "pożyczona", nie oddam jak zawsze. Śmieszna sprawa, jej przeszkadzał mój zarost, drapał, 'ogól się' słyszałem... jego bawił, łaskotał, 'fajnie Ci tak'. Przy każdym z nich czułem ciepło, przy nim bezpieczeństwo a przy niej tęsknotę. Gubię już takie dni, dobrze, że muzyka zapamiętuje takie chwile, czasem uczucia, czasem...
... dramaty?

Dlaczego kocham Douglas'a Adams'a

... Bo ten gość ma wyjaśnienie na wszystko i czasem przeglądając jego książki można znaleźć nie tylko przemyślenia filozoficzne, ale tez praktyczne rady, oto jedna z nich. bardzo w moich klimatach. Dziękuję ci Pawle za odkrycie przede mną tego pisarza, najlepsza zabawa na świecie.
Cytat z Łososia Zwątpienia:

HERBATA

Jeden lub dwóch Amerykanów pytało mnie kiedyś, dlaczego my Anglicy tak bardzo lubimy herbatę, która nie kojarzy im się ze zbyt dobrym napojem. Aby to zrozumieć należy przygotować ją w odpowiedni sposób.

Zasada robienia herbaty jest bardzo prosta, a brzmi następująco: aby uzyskać odpowiedni aromat herbaty, gdy woda styka się z liśćmi, musi być wrząca, ale nie przegotowana. Jeśli herbata będzie jedynie gorąca stanie się mdła. Z tego właśnie powodu Anglicy mają różne przedziwne rytuały – takie na przykład, jak wstępne ogrzewanie dzbanka na herbatę, co sprawia, że wlewany do niego wrzątek nie ochładza się zbyt szybko. Z tego też powodu amerykański zwyczaj przynoszenia do stolika filiżanki, torebki z herbatą i dzbanuszka z gorąca wodą jest doskonałym sposobem na zrobienie słabej, bladej i wodnistej herbatki, której nikt przy zdrowych zmysłach nie miałby ochoty pić. Amerykanów zadziwia, dlaczego Anglicy robią sobie tyle z herbaty, ponieważ większość Amerykanów NIGDY NIE PIŁA FILIŻANKI DOBREJ HERBATY. Dlatego nic nie rozumieją. Prawda w tym zakresie jest taka, że i większość Anglików już nie wie, jak robić herbatę, więc zamiast tego pije tanią rozpuszczalną kawę, co jest wielką szkoda oraz wywiera na Amerykanach wrażenie, że Anglicy nie mają pojęcia o zakresie gorących napojów pobudzających.

Najlepsza rada, jaką mogę w związku z tym dać Amerykanom przybywającym do Anglii, jest taka – idź do Marksa i Spencera i kup paczkę herbaty Earl Grey. Idź tam gdzie mieszkasz i zagotuj czajnik wody. Kiedy woda zacznie wrzeć otwórz paczkę herbaty i powąchaj. Ostrożnie – może ci się nieco zakręcić w głowie, ale nie robisz nic nielegalnego. Gdy woda zawrze, nalej nieco do dzbanka na herbatę, zakręć nim, aby woda opłukała ścianki i wylej ją. Włóż do dzbanka dwie (albo trzy, to zależy od wielkości) torebki herbaty. (Gdybym chciał próbować wprowadzić cię na ścieżkę prawości, powiedziałbym, abyś zamiast herbaty torebkach użył sypkiej, ale na łatwiejszy początek damy sobie z tym spokój). Doprowadź wodę ponownie do wrzenia i jak najszybciej wlej do dzbanka. Daj jej postać dwie albo trzy minuty, po czym wlej herbatę do filiżanki. Niektórzy ludzie powiedzą ci, że do Earl Greya nie należy wlewać mleka, a trzeba dodać plasterek cytryny. Chrzań ich. Ja lubię z mlekiem. Jeżeli wydaje ci się, że posmakuje ci z mlekiem, prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem będzie najpierw nalać nieco mleka na dno filiżanki, a dopiero potem wlać herbatę*. Jeżeli wlejesz mleko do gorącej herbaty, zwarzysz je. Jeżeli wydaje ci się, że będziesz wolał herbatę z plasterkiem cytryny, wtedy, no cóż – dodaj plasterek cytryny.

Pij. Po kilku chwilach zaczniesz dochodzić do wniosku, że miejsce, gdzie przybyłeś, może w sumie wcale nie jest aż tak dziwne i zwariowane.

12 maja 1999


*Jest to towarzysko nieprawidłowe. Towarzysko poprawnym sposobem nalewania herbaty jest wlanie mleka po herbacie. Poprawność towarzyska tradycyjnie nie ma nic wspólnego z rozsądkiem, logika ani fizyką. W Anglii na przykład za towarzysko niepoprawne uważa się generalnie znanie na czymś albo myślenie o czymś. Przy pobycie w Anglii warto o tym pamiętać.