środa, kwietnia 08, 2009

Paradise in blood

W Twoich oczach... widzę... czuję... smutek i strach przed dniem jutrzejszym. Dławisz go w gardle, kolorujesz uśmiechem, by choć na moment zmylić sam siebie. Oszukujesz zmysły, lubisz, gdy w głowie szumi pustka, brak myśli, brak dźwięku, brak świata. Jak na linie wspinasz się w górę. Od jednego bezpiecznego punktu, do kolejnego. Modlisz się po drodze, by jej kres nie nastąpił, bo i tak na szczycie widzisz tylko siebie... sam, samotny, dla świata całkiem obojętny. Spoglądasz w dół, na własne życie. Dla kogo ono było? Czy znalazłeś jakieś wartości? Czy znalazłeś kogoś? Czy wiesz gdzie podziało się Twoje serce?

Zaprzedałeś duszę, by błądzić po labiryncie z latarnią w ręce. Inni błądzą we mgle. Nie widzą konsekwencji następnego kroku. Możesz im współczuć, powinieneś zazdrościć. Oni nie muszą dojść do celu, umrą szczęśliwi, szczęśliwsi od Ciebie... Wypalasz swoje wnętrze, robisz przestrzeń... Składasz się z tęsknoty i goryczy porażki. Boisz się wzrok odwrócić, bo w czerni dostrzegasz, że Twoja przyszłość właśnie uciekła, już jej nie dogonisz.

Kiedy patrzę w Twoje oczy widzę... czuję... smak własnych błędów. Nienawiść do losu. Nie masz łez, wyschły już dawno, starłeś je na proch, nakarmiłeś nim demony. Odpędzasz zjawy, które przynoszą Ci kielich pełen cykuty. A na koniec nie zapomnij podziękować Asklepiosowi, za lekarstwo dla duszy.

Teraz, jest dobrze, wszystko stoi, świat się nie męczy twoimi problemami. Jesteś w niebycie, w nierzeczywistości. Zatrać swoje istnienie w codzienności i zadaniach, jakie nie mają żadnego celu. Bądź szczęśliwy, bądź panem właśnie tej jednej chwili... tej teraz, dopóki znów nie obejrzysz się za sobie i nie zrozumiesz co zrobiłeś... co tracisz z każdą minutą...

Słabości...

Jestem za słaby by myśleć... myśl za mnie, proszę!