Zatrzymać się choć na moment... to bardzo niezdrowe, może wywołać złudne uczucie rozkoszy, gdy wnętrzności wreszcie wrócą na swoje miejsce, a w głowie przestanie szumieć. Zawsze wówczas powstaje ryzyko, że już nie będziesz chciał/chciała wrócić na tą rozpędzona karuzelę.
Świat zaburza moje myśli, biegam od ściany do ściany, próbując wymacać jakiś punkt orientacyjny. Nie wystarczy mi informacja, że ściana jest niebieska, a ja ubrany w bordowa koszulę. Odstaje od otoczenia, odstaje od społeczeństwa, nie nauczyłem się przez lata niczego, co mogłoby pomóc w świecie zmysłów i uczuć. Nie umiem współpracować, nie umiem dawać, nie walczę tylko przyjmuję...
Mimo wszystko nadal się cenię, wiele pracy kosztuje mnie ciągła analiza, próby zmian i ciągłe oglądanie w czyichś oczach swojego zachowania. Jeżeli uważasz, że nic nie czuje, jesteś w błędzie. Gdyby to było możliwe, zdecydowałbym się od razu. Przestać analizować i po prostu czuć... chodzi jeszcze o starach, strach przed tym, że uczucia biorą kontrolę, wygrywają z rozsądkiem. Czymś w życiu należy się kierować, może rozsądek najlepszy do tego nie jest, ale uczucia... kto da mi gwarancje, że to dobry wybór?
Życie to zbyt ciekawe doświadczenie, by przejmować się tym ile w nim rzeczy nam nie wyszło i jak bardzo dopiekliśmy sobie po drodze. Czekam na uwolnienie, muszę tylko zatrzymać tą karuzelę, wysiąść i poczekać aż ochłonę, ja i świat we mnie przestanie wirować. Nie tak łatwo mi będzie zostać samemu, nawet gdy ci, którym ufałem zdecydowali się odejść, nadal nie zostanę sam, bo mam coś więcej niż oni... mam siebie, Siebie z którym wytrzymuje od wieczora do poranka, każdego dnia i o każdej porze, nadal jest, czy Oni też mogą tak powiedzieć... ?
