niedziela, czerwca 27, 2010

Miła Pani na gwałt ...

- Witam Panią.
- Dzień dobry, to Pan?
- Tak, zdecydowanie JA. Gdzie więc pójdziemy?
- Proponuje taką małą kawiarenkę, tu za rogiem. Czasem przychodzę tam po pracy na małą kawę, tak dla relaksu...
- Rozumiem, a potem?
- Potem wyjdę i tamtą drogą, tu pod laskiem będę wolno szła do domu, Pan oczywiście widzi tamte krzaki, przez pewien fragment osłaniają ścieżkę z obu stron, to się chyba przyda, prawda?
- Oczywiście, rozumiem. Ma pani jakiś scenariusz całego zajścia?
- Nie, tylko scenka z kawiarni i wyjście z niej...
- No to poproszę.
- Dobrze. Wejdziemy osobno, Pan może pierwszy, chociaż bardziej naturalnie wyjdzie, jeśli wejdę tam najpierw?
- Dobrze, myślę, że to ustalimy jak poznam więcej szczegółów...
- ... a tak, oczywiście. Więc, usiądziemy przy osobnych stolikach, Pan tak ze 2 stoliki dalej. Ja zamówię kawę i codzienną gazetę, Pan co lubi i obowiązkowo będzie się mi przyglądał...
Ja zauważę Pana spojrzenie, tylko proszę wtedy nie przestać się patrzeć, zacznę być niespokojna i ukradkiem zerkać w Pana stronę, spróbuje to spojrzenie ignorować, ale nie będzie mi dawało spokoju. Pan ma wtedy wyglądać, jakby mu to sprawiało satysfakcję.
- Doskonale, chyba wiem o co chodzi, czy ja też powinienem zamówić gazetę, tylko po to, by do niej w ogóle nie zajrzeć?
- Możliwe, wyjdzie bardziej naturalnie. Dalej, dopijam kawę, płacę i wychodzę. Pan podnosi się do wyjścia dopiero jak mnie już nie będzie. Będę szła dość wolno, gdybym zaszła za daleko i nie widziała jeszcze Pana przystanę i poprawie sobie obcas, albo poszukam czegoś w torebce, wie Pan, takie typowe kobiece rozterki... Tu już dalej nie mam planu, no - znaczy - jeszcze te krzaki ma się rozumieć.
- Aha, więc wychodzę za Panią, rozglądam się i udaję w tym kierunku.
- Tak, ja myślę, że zrobię się wtedy jakaś taka nerwowa i będę chciała przyspieszyć, może nawet zacznę biec.
- Mam Panią gonić?
- Nie będzie takiej potrzeby, specjalnie założyłam takie niewygodne - nierozchodzone obcasy, na pewno po drodze się potknę i przewrócę przy tych krzakach właśnie.
- ... I tam Panią dopadnę.
- Właśnie!
- ... ... ale buty ładne - uśmiech.
- Tak, ale zupełnie niepraktyczne, zupełnie nie wiem co ja sobie myślałam jak je kupiłam.
- Tak, tak, rozumiem. A sukienka, sukienkę ma Pani śliczną.
- Dziękuję, lubię czerwień i podobno mi w niej do twarzy - również się uśmiecha.
- Mam ją rozerwać?
- Hmm, faktycznie, nie pomyślałam. Wie Pan co - może pan. Będzie bardziej wiarygodna, po wszystkim będę mogła ją sobie powiesić w szafie, tak głęboko, żeby na nią nigdy nie patrzeć.
- Jest Pani bardzo sentymentalna.
- Dziękuję, choć nie do końca wiem czy to komplement.
- A bielizna?
- Oczywiście mam, takie zwykłe, codzienne, nie chciałam przesadzać. Aha, no i ... czy mógłby mnie pan jakoś zakneblować, nie chciałabym zedrzeć gardła, no i ktoś mógłby mnie usłyszeć. W torebce mam taka apaszkę, może się do tego nada.
- Dobrze, postaram się pamiętać. Odrobina przemocy? Jakieś siniaki?
- Jak Pan uważa, tylko może bez przesady. O! Wczoraj przy zmywaniu złamałam paznokcia, specjalnie nie opiłowałam, myśli Pan, że to się nada?
- Oczywiście. Będzie świetnie!
- To co... zaczynamy?
- ... Zaczynamy!